Wyświetlam 1 - 10 z 12 notek

Wymarzone zaręczyny

  • Napisane 15 października 2015 o 20:25

Z pewnością większość kobiet choć raz wyobrażało sobie idealny sposób poproszenia o rękę. Nie ma jednej odpowiedzi, który sposób jest idealny, bo ile kobiet, tyle wersji, ale pokuszę się o zebranie tych najczęściej się powtarzających oraz pewnych punktów wspólnych :-)

Smutne jest w naszych czasach odchodzenie od rytuału zaręczyn i coraz częstsze kupowanie razem pierścionka. „Choć kochanie, kupię Ci w końcu ten pierścionek, bo ja tam nie wiem jaki Ci się podoba…” – to jeden z najgorszych scenariuszy, jakie może wymyśleć mężczyzna, ale też dość częsty. Za częsty! Już widzę tutaj bunt płci męskiej – „ale jak ja jej coś kupię, to nigdy jej się nie podoba!”, ” a skąd mam znać jej rozmiar??”, ” a po co jakieś tam ceregiele skoro i tak już rozmawialiśmy o ślubie?”…

No tak, nie zaprzeczę pewnej słuszności tych uwag, ale… Po pierwsze – jeśli kobieta Cię kocha i chce za Ciebie wyjść, to nie będzie jej wielce przeszkadzać typ pierścionka, jaki wybierzesz – ucieszy się, że w ogóle wybrałeś i zrobiłeś jej niespodziankę. Nawet, jeśli jej się nie spodoba, to Ci tego nie okaże i będzie nosić z dumą. Jeśli będzie Ci zaś robić przytyki co do pierścionka, to zastanów się, czy czasem nie zamierzasz się ożenić z materialistką.
Po drugie – trafienie w rozmiar to nie aż taki problem – może ona już nosi jakieś pierścionki? Spróbuj jakiś podebrać ukradkiem idąc do jubilera. A jeśli ta wersja nie wchodzi w grę, to podpytaj przyjaciółkę, matkę, siostrę. Oczywiście prosząc o zachowanie dyskrecji! Jeśli ta wersja również odpada, to po prostu zapytaj w sklepie, czy możesz wymienić na inny rozmiar, gdyby był niewłaściwy. Poza tym zawsze pamiętaj, że lepiej kupić nieco większy. Po to, aby móc zmniejszyć, jeśli nie jest możliwa wymiana, ale również po to, aby nie czuła się urażona, gdybyś kupił za mały. Pomyśl – za ciasny pierścionek może być dla niej impulsem do wmówienia sobie, że ma grube palce, nawet, jeśli tak nie jest. Tak może się zdarzyć  szczególnie w przypadku zakompleksionych kobiet lub po prostu nieco bardziej puszystych. Za małego pierścionka nie da się też tak łatwo powiększyć, choć oczywiście nie ma rzeczy niemożliwych.
Po trzecie – ceregiele są jak najbardziej potrzebne, nawet, jeśli już ustaliliście kwestię ślubu. Co z tego, że rozmawialiście o tym i uznaliście, że ślub weźmiecie – prędzej czy później? Może nawet padły konkretniejsze daty, typu przyszły rok, jesień itp. To nie ma nic wspólnego z kwestią zaręczyn. Cała ceremonia poproszenia o rękę jest po prostu ważna. To trochę jak biel sukni ślubnej lub welon. Wiadomo, że są symbolami dziewictwa narzeczonej, ale ile kobiet idzie do ołtarza „w czystości”? Niewiele, a jednak spora część ma białą suknię i welon lub wianek, bo to romantyczne, piękne, kojarzące się ze ślubem itp. Tak samo większość kobiet czeka na zaręczyny, czeka na to jedno pytanie, nawet, jeśli wie, że i tak weźmiecie ślub.

A więc, gdy już wyjaśniłam, dlaczego jednak warto poprosić kobietę o rękę i samodzielnie kupić pierścionek, przejdę do kwestii „jak to się robi”.

Skojarzenia wielu osób są podobne – zabierasz ją do restauracji, w pewnym momencie klękasz na kolano i wyjmujesz pierścionek prosząc ją o rękę. Możliwe, że umieszczasz pierścionek w kieliszku szampana, na deserze czy w innym konsumowanym miejscu. Uważasz też, żeby go przypadkiem nie połknęła!
Można i tak, ale pewnie wiele kobiet uzna to za banalny sposób, trochę już oklepany. Co nie znaczy, że zły. Taki sposób jest mimo wszystko o niebo lepszy niż zabranie jej do jubilera, żeby sama wybrała pierścionek…

Ja polecam przemyślenie na spokojnie kim jest wasza wybranka. Może to kobieta oryginalna i w związku z tym dobrze by było zorganizować oryginalne zaręczyny, bo takie będą do niej po prostu pasować. Przykładowo Twoja wybranka uwielbia motoryzację. Może wybierając się na przejażdżkę motorami  zaproponujesz zamianę – „kochanie, może się zamienimy? masz tu moje kluczyki!” Po czym dajesz/rzucasz jej swoje kluczyki, a do nich przyczepiony jest pierścionek. Jak tylko go zauważy możesz wtedy klęknąć i wyrecytować swoje pytanie. Może znajdziesz też sposób na przemycenie jakiegoś kwiatka na tę okazję? A gdybyś to wszystko połączył w momencie, gdy wokół was są świadkowie, znajomi, to jeszcze lepiej.
A może ona jest miłośniczką literatury i właśnie czyta kolejną książkę? Możesz przykładowo przymocować/przykleić pierścionek dokładnie na stronie gdzie zaznaczyła zakończone czytanie. Możesz załączyć przy tym notkę w stylu „ta powieść będzie miała tylko Happy End – jeśli tylko się zgodzisz…”. Gdy zobaczysz, że chwyta książkę i zauważa niespodziankę, bądź przy niej – teraz musisz przecież powtórzyć pytanie na głos i najlepiej zrobić to klęcząc :-)

A może po prostu macie jakieś „swoje” miejsce i warto byłoby ją tam zabrać celem zadania tego jedynego pytania?
Sposobów jest wiele, ale moim zdaniem pewne kwestie zawsze pozostaną elementami pożądanymi. Na przykład przyklęknięcie, albo kwiaty… To nigdy nie będzie niestosowne, no bo kiedy macie przed nią klękać?! To może jedyny moment w życiu i bardzo odpowiedni.

Mając to wszystko na uwadze, życzę wszystkim planującym ożenek powodzenia i pomysłowości w zaręczynach :-) Ale przede wszystkim życzę Wam dokonania właściwego wyboru – niech to na pewno będzie ta jedyna.
Jeśli macie przeczucie, że nią jednak jest, to z pewnością zasługuje na WYMARZONE ZARĘCZYNY!

Rozwód…gdy kobieta zamienia się w diabła

  • Napisane 14 sierpnia 2015 o 16:43

Na wstępie od razu zaznaczam, że według mnie zazwyczaj do rozwodu doprowadzają obie strony – w pewnym sensie obie są winne rozpadowi małżeństwa. Nie licząc ekstremalnych przypadków oczywiście.

Ale tytuł jest mocny i można by mnie – kobietę – posądzać o występowanie teraz przeciwko kobietom :-) Poniekąd troszkę tak jest…Ale próbuję tutaj przybliżyć czytelnikom bloga sposób myślenia, postępowania kobiet, wiec nie będę unikać prawdy, choćby nie była dla kobiet korzystna. Tak, tak, nie zawsze takie z nas kobiet aniołki!
Rozwód jest tematem trudnym, szczególnie, gdy w grę wchodzą dzieci. Mam jednak od lat nieodparte wrażenie, że kobiety używają w tym czasie swoich dzieci jako oręża, często w nieuczciwy sposób i dla osiągnięcia korzyści. Tak to już się w Polsce przyjęło, że sądy orzekają zazwyczaj opiekę nad dziećmi matce, ojcom – choćby najlepszym-nie jest już tak łatwo uzyskać cokolwiek w kwestii dzieci. Sąd staje prawie zawsze za matką, niejako moim zdaniem idealizując ją jako rodzica, uważając , że choćby nieidealna , ale jednak będzie lepsza niż całkiem dobry ojciec. Za przyznaniem opieki (zazwyczaj chodzi o stałe miejsce zamieszkania dziecka) idą alimenty oczywiście i tu się zaczyna…

Dlaczego kobiety często jak lwice walczą, aby potomstwo zostało z nimi, a nie z ojcem? Bo są matkami i kochają swoje dzieci? Zapewne w części przypadków tak, ale nie dajmy się zwariować. Często chodzi o alimenty, a ten kto ma dzieci, ma władzę. Dlaczego matka, która wiecznie nie ma czasu dla dziecka, źle je traktuje, woli iść na imprezę niż z dzieckiem na basen, nagle w obliczu rozwodu próbuje udowodnić jaką to ona jest cudowną matką, a ojciec jaki był okropny jako mąż i tata dzieci? Wtedy podnoszone są w kółko jak mantra te same „dowody” – był agresywny, nadużywał alkoholu, mam świadków…No i na pseudo świadkach zapewne często się kończy, bo przecież nie da się inaczej uprawdopodobnić czegoś co nie miało miejsca. Ale sąd w to wierzy, bo woli wierzyć matce – takie słowo przeciwko słowu i sędzia , która jest kobietą woli zawsze wierzyć kobiecie. Oczywiście wszystkie te zabiegi kobiet mają na celu jedno – wywalczenie jak najwyższych alimentów.

No i teraz odwieczny schemat – kobiety to materialistki i powyższe to potwierdza. A ja od razu powiem – i tak, i nie :-)
Spróbuje wyjaśnić jak to moim zdaniem wygląda. Małżeństwo się rozpada, zazwyczaj mężczyzna wyprowadza się i kobieta zostaje sama z dziećmi. Nie będę tu teraz wkraczać w kwestię podziału majątku, bo to odrębna sprawa. No więc kobieta zostaje z dziećmi i wie, że odtąd nie będzie już drugiej pensji przynoszonej przez męża (lub czasem tej jedynej pensji). Rzeczą więc oczywista wydają się być alimenty. Tyle, że aby je otrzymać, dzieci muszą zostać z matką – wie to każda kobieta, stąd ta wyprowadzka męża i walka, aby dzieci zostały z nią.
Ale tutaj pojawia się problem wysokości alimentów. Kobieta myśli sobie tak ” teraz nie będzie już przynosił pensji, to na start mam mniej te 3 tys – przykładowa suma- jak ja sobie teraz dam radę?” Alimenty więc kobieta chciałaby, aby mniej więcej pokryły „jej stratę”, a więc aby były jak najwyższe, bo tylko wtedy jej status materialny się nie pogorszy. Mężczyzna natomiast myśli sobie, że alimenty powinny  pokryć wyżywienie dziecka i kropka. I tu pojawia się ogromna rozbieżność – ona na dziecko chciałaby około 2-3 tys, a on chce dać 300 zł. No i zaczyna się walka w sądzie, bo kobieta wie, że aby wywalczyć oczekiwaną sumę przydałoby się zdemonizować mężczyznę – uczynić winnym zarówno rozpadowi małżeństwa jak i pokazać jaki to z niego beznadziejny ojciec. Jak będzie uznany za winnego rozpadowi małżeństwa to wzrasta szansa na uzyskanie alimentów dodatkowo na kobietę – będą więc nie tylko alimenty na dziecko, ale też na nią. A może jeszcze dodatkowo powalczyć o jakieś odszkodowanie od męża za tzw. straty moralne? Opcji jest wiele na wyciągnięcie kasy od mężczyzny, ale najpierw trzeba pokombinować, zrobić z niego czarny charakter itp.

 

Sprawa wydaje się jasna – kobiety to materialistki, dla kasy zrobią wszystko. Ale powiem wam jedno – nie zachowywałoby się tak rzesze kobiet, gdybyście Panowie zaczęli się bronić i myśleli. Wielu mężczyzn rozkłada bezradnie ręce słysząc w sądzie zarzuty pod swoim adresem, nie bardzo potrafią lub chcą się bronić przed nimi.  Ta bezczynność powoduje, że kobiety czują ogromną przewagę, do tego stronniczość sędzin dochodzi… Kobiety tak się zachowują, bo im na to pozwalacie. Czy człowiek, któremu pozwolono by się oddalić bezkarnie po okradzeniu kasy w sklepie (nie dostałby wyroku, nikt by go za to nie ścigał) zrobi znów to samo? Tak, bo widzi, że może. Pieniądz to silna pokusa. Kobieta widząc na niego szanse i stając w obliczu „utraty” dotychczasowego dochodu w postaci pensji męża, wykorzystuje kompletną bezczynność mężczyzny. Skoro on nie przedstawia kontrargumentów, dowodów, to sam sobie winien, prawda? Albo faktycznie uważa, że był takim złym mężem i ojcem, dlatego się nie broni.

Panowie – wasza bezczynność wyzwoliła w kobietach diabła, heterę, która w sądzie zrobi wszystko dla każdych kolejnych 100 złotych! Nie dajcie się wmanewrować i zaszufladkować jako tego niedobrego, bo potem będziecie narzekać jak to z was ostatni grosz byłe żony zdzierają. Jak kobieta była „zła” matką, to zbierajcie na to dowody, świadków, cokolwiek. Jeśli była „złą” żoną, tak samo – nie dajcie robić z siebie baranów.

Każdy niemal człowiek ma w sobie pokłady zła i pokus, które czekają na odpowiednie warunki, aby się ujawnić. Wy stwarzacie takie warunki swoim kobietom, byłym kobietom. Nie dajcie sobą pomiatać, to wam, ani dzieciom nic dobrego nie przyniesie. Ostatnia sprawa, ale chyba najważniejsza – nie dajcie sobie wmówić, że jak nie zechcecie płacić wysokich alimentów, to będziecie postrzegani jako źli ojcowie. Małżonkowie powinni solidarnie łożyć na dziecko, wasze alimenty nie mają więc pokryć wszystkich wydatków związanych z dzieckiem, tylko ich połowę. A już na pewno nie mają być przeznaczane na wydatki byłej żony – niech sama na siebie zarobi lub niech zarabia na jej wydatki nowy partner. Was od momentu rozwodu powinny obchodzić tylko dzieci. Poza tym niezależnie od alimentów zawsze możecie dziecku coś kupić, zabrać na wakacje – tylko lepiej zbierajcie na to dowody, bo przydadzą się, jak była żona założy sprawę o podwyżkę alimentów ;-)

A co do dzieci – myślę, że zyska w oczach dziecka ten ojciec, który nie będzie zachowywał się jak chłopiec do bicia, tylko pokaże, że ma swój honor i godność. Oczywiście lepiej dzieci do pieniędzy nie mieszać, ale one i tak dużo widzą i słyszą. Nie dajcie ich matkom zrobić z was baranów, popychadeł, ani wmówić dzieciom, że ich nie kochacie, bo nie chcecie więcej kasy płacić mamusi. Dawajcie im miłość i swój czas, a nie kolejne kwoty ich mamusiom. Im zawsze będzie mało jak poczują, że zawsze pójdziecie potulnie im na rękę.

Ile prawdy w filmach?

  • Napisane 12 października 2014 o 23:33

Filmy zawierają mnóstwo wątków damsko-męskich, prób zakwalifikowania, zrozumienia kobiet. Na czym jak nie na telewizji, czy książkach mają bazować mężczyźni pragnący zrozumieć kobiety? Niewielu ma to naturalne szczęście mieć dobre kontakty z siostrą, czy innej relacji kobiecą istotą :-) Wiadomo – to są niezastąpione źródła informacji!

Ile jest więc prawdy w filmach, a ile to czysta fikcja, bądź męskie fantazje? Myślę, że wiele filmów bardzo trafnie przedstawia kobiecą naturę, nie licząc oczywiście filmów erotycznych – tu od razu widać, że scenariusz piszą mężczyźni i jest w tym sporo czystej fantazji ;-)

Na pierwszy ogień weźmy taki „Zapach kobiety”.  Słynna scena, gdy Al Pacino zagaduje a następnie zaprasza do tańca nieznaną wcześniej młodą kobietę, w dodatku czekającą w restauracji na narzeczonego. Trafnie ocenia jej „potrzeby”, daje to, za czym kobieta tęskni – taniec…Wyjątkowy, nieco zmysłowy, z nutą kokieterii. Ot cała prawda o kobietach – spełnianie ich marzeń i wsłuchiwanie się w ich pragnienia. Czasem tak niewiele, a zarazem wiele wystarczy, aby skraść serce kobiecie. Przynajmniej na chwilę ;-) Rada dla mężczyzn – słuchajcie, czego pragną wasze kobiety i starajcie się spełnić te marzenia. Nawet, jeśli wydają wam się śmieszne lub niezrozumiałe.

Przechodzimy tym samym naturalnie do filmu „Czego pragną kobiety” z Melem Gibsonem w roli głównej.  Mel zyskuje zdolność słyszenia kobiecych myśli. Cenna umiejętność i jednocześnie ciężki orzech do zgryzienia. Film niesamowicie trafny! Pamiętam, gdy Mel w pewnym momencie stwierdził, że nie miał pojęcia, iż kobiety aż tyle myślą! Był zdziwiony o ile spraw kobiety na co dzień się martwią, ile problemów zazwyczaj czyiś pragną rozwiązać… Mężczyźni raczej skupiają się na sobie, a kobiety na innych. Bardzo trafne spostrzeżenia, przynajmniej co do większości kobiet, jakie znam. Czasem myślę, że cudownie by było od czasu do czasu słyszeć co myślą nasi partnerzy – jakże lepiej moglibyśmy się nawzajem rozumieć! Z kobietami jest zazwyczaj tak, że nie mówią wszystkiego co myślą, ponieważ uważają, że to naturalne, iż ich mężczyźni powinni to wiedzieć, domyślić się itp. Czasem wręcz chcą być zapytane, więc specjalnie nie mówią nic od razu, czekając na pytania ze strony mężczyzny. To taka trochę gra – jednak wcale nie planowana, czy wyrafinowana. Nie, nie, kobiety robią to zwykle bezwiednie. Chcemy poczuć się zrozumiane, mieć u swojego boku inteligentnego, domyślnego, wyczulonego na nas mężczyznę, który sam z siebie zainteresuje się nami, naszym humorem, nastrojem itp. Wtedy chętnie mówimy, co nam w duszy gra – wówczas już nie jest potrzebna wcale zdolność Mela.  Jeśli zapytacie, tak szczerze, z zainteresowaniem w oczach, co nas trapi, o czym myślimy – chętnie opowiemy. Nie trzeba będzie umieć czytać  w myślach ;-)

Kolejny film, który dość mocno zapadł mi w pamięć to oczywiście „Hitch” z Willem Smithem.  Dla tych, którzy może nie oglądali – Will grał doradcę mężczyzn, pomagającego im zdobyć serce kobiety, którą skrycie kochali. Chodziło o sztukę tzw. podrywu. To komedia, naturalnie wiele spraw należy więc traktować z przymrużeniem oka, ale sporo kwestii było bardzo życiowych i cudownie trafionych. Jak chociażby umiejętność słuchania kobiety.  Jesteście na randce, jak myślicie co jest najważniejsze, aby zrobić na kobiecie wrażenie? Prawić jej komplementy? Nie. Zaimponować kupnem w restauracji drogiego wina? Nie. Więc co? Słuchaj jej ze zrozumieniem. Wszystko co powie, jest twoją swoistą bazą. Podstawą do dalszych poczynań. Jeśli będziesz jej słuchał (nie słyszał, tylko naprawdę słuchał), dowiesz się o niej bardzo wiele. Co lubi, jakie ma poglądy, gust…To niezbędna skarbnica wiedzy – zapamiętuj wszystko, bo potem ci się to po prostu przyda. Poza tym okazujesz przez to zainteresowanie kobiecie jej osobą, a nie tylko jej nogami czy dekoltem. A to kobieta na pewno doceni.
Pamiętam też radę co do odprowadzania kobiety po randce. Jeśli kobieta nie żegna się szybko, tylko np. bawi kluczami przeciągając moment otwarcia drzwi, to jest to znak, że jest tobą zainteresowana i czeka na jakiś ruch z twojej strony – może pocałunek na zakończenie miło spędzonej randki, może na pożegnalny uśmiech z przeciągliwym spojrzeniem prosto w jej oczy…Ale czeka. Czeka aż zrobisz jakiś krok w jej stronę, przypieczętowujący udaną randkę.
Wtedy wiesz, że masz zielone światło, że dobrze się spisałeś i co więcej – masz u niej spore szanse na następne spotkanie.
Jeśli kobieta żegna się szybko, czasem wręcz niedbale, tłumacząc, że się spieszy, że już późno itp, to nie rób sobie nadziei. Przegrałeś tę rundę. Randka była nieudana dla niej, albo po prostu nie jesteś w jej typie i nie zaiskrzyło (wg niej). Ale… Są według mnie wyjątki od reguły. Dotyczy to nieśmiałych kobiet. Czasami nieśmiała kobieta unika twojego wzroku i  np. pośpiesznie się żegna, ponieważ jest mocno zestresowana. Zależy jej na tobie, twoim zainteresowaniu i będąc z natury nieśmiałą osobą ucieka wówczas pośpiesznie, nie wiedząc jak się zachować. To po prostu stres. Dlatego zawsze warto spróbować umówić się ponownie. Oczywiście jeśli ci naprawdę zależy. Gdy kobieta stanowczo odmówi kolejnego spotkania – to oznacza, że nie chodziło o nieśmiałość, tylko po prostu nie masz u niej szans.  Jeśli się umówi – daj jej taryfę ulgową, pamiętaj na następnej randce, że jest nieśmiała i próbuj delikatnie sprawić, aby się rozluźniła. Postaw na humor, rozluźnij atmosferę, zabierz  w miejsce, gdzie ona czuje się dobrze, znane jej, lubiane przez nią. Poruszaj tematy, w których ona czuje się jak ryba w wodzie i…nie zapomnij koniecznie jej pocałować na tej drugiej randce.  Ale zrób to subtelnie – wyczuj moment, bądź delikatny, nie sugeruj i nie żądaj na razie niczego więcej, bo możesz ją spłoszyć. Wszystko stopniowo. Nieśmiałe osoby potrzebują na wszystko troszkę więcej czasu…

Sex oczami kobiety…

  • Napisane 5 marca 2014 o 14:16

Co kobiety lubią „w łóżku”? Czy mają jakieś preferencje? Lepszy seks na ostro, czy delikatny i romantyczny?

Zdaje się, że wielu mężczyzn chciałoby znać odpowiedzi na te pytania ;-) Ale…odpowiedzi jednej nie ma!

Tyle ile kobiet tyle marzeń erotycznych, preferencji seksualnych itp.

Skoro to wpis z kategorii „z życia wzięte” to podam autentyczne dwa przypadki, które pokazują jak różne podejście w sprawach seksualnych mogą mieć kobiety – dodam, że będące w tym samym wieku i z podobną ilością byłych partnerów seksualnych.

Przypadek I:

Piękna, ale dość mocno zakompleksiona kobieta.  Nieśmiała w kontaktach z mężczyznami, nigdy nie ubiera się w sposób „wyzywający”. Ma trudności w sprecyzowaniu swoich potrzeb seksualnych. Zupełnie jakby ich nie miała, co jest oczywiście nieprawdą. Nie wyobraża sobie seksu w bardzo nietypowym miejscu, czy bardzo nietypowej pozycji. Najchętniej wybiera tylko  łóżko, pozycje może z dwie najbardziej popularne i najchętniej wszystko przy zgaszonym świetle. Czy to oznacza, że nie jest otwarta na inne propozycje? Nie koniecznie…Niemniej trzeba ją namawiać, nigdy nie wychodzi z własną inicjatywą i dość niechętnie rozmawia o tych sprawach. Można odnieść wrażenie, że zadowoli się wszystkim, co jej partner zaoferuje i jest niewymagająca. Jest za to romantyczną duszyczką – świece, romantyczny nastrój, czułość – te elementy mogą sprawić, że bardziej się otworzy i być może zaskoczy partnera…

 

Przypadek II:

Kobieta o specyficznej urodzie, niekoniecznie podobającej się większości mężczyzn. Z jednej strony pełna kompleksów względem swojego ciała, z drugiej umiejąca podkreślić atuty swojej urody. Potrafi ubrać się seksownie, niemalże wyzywająco.  Lubi tak właśnie się czuć. Niezbyt zadowolona ze swojego związku pragnie podświadomie czegoś więcej… Lubi mówić otwarcie o swoich pragnieniach, choć dla wielu mogą być zbyt osobiste i zbyt odważne. Nie zaspokoi jej „grzeczny” chłopiec. Potrzebuje mężczyzny dominującego, silnego, prowadzącego ją w seksie jak partner w tańcu. Seks pod kołderką, po ciemku i po cichu? To nie dla niej! Namiętne pocałunki, przygryzienia, pociągnięcie za włosy, głośne krzyki – to jest to, co ją kręci. Nie pogardzi również różnymi akcesoriami… Odrobina bólu na granicy rozkoszy – tak można by podsumować jej fantazje seksualne. Jeśli w łóżko wkradnie się rutyna – będzie szukać nowych podniet. Czy to znaczy, że nie szuka wcale romantyzmu? Ależ skąd – świece, kwiaty, atłasowa pościel, kominek…Te sprawy chyba są nieodzownym elementem wspólnym dla większości marzeń kobiecych. Również ona czasem tego potrzebuje. Tyle, że z odrobiną „pikanterii” ;-)

 

Czy jest więc jakaś recepta na zaspokojenie kobiecych pragnień? Może i znajdzie się jedna – zapytaj czego ona pragnie i oczekuje. Jeśli to wie, na pewno opowie ci o tym… Jeśli nie ma sprecyzowanych pragnień? Co wtedy? Pozostaje ci obserwacja. Spróbuj też sam coś zaproponować, a może okaże się, że właśnie tego samego jej potrzeba…

Bez tytułu

  • Napisane 21 lutego 2014 o 08:32

 

Przyjaźń między kobietą a mężczyzną – czy to w ogóle możliwe?

Czy to możliwe, żeby przyjaźnić się z mężczyzną i to bez żadnych seksualnych podtekstów? Mi się wydaje, że sporo kobiet w to wierzy, ale mężczyzn już mniej.

To pytanie trudne i nie znam na nie tak naprawdę odpowiedzi. Zapewne wielu z nas zna takie przypadki i ma swoje zdanie na ten temat. Ja nigdy nie przyjaźniłam się tak naprawdę z mężczyzną, ale potrafię i lubię rozmawiać z mężczyznami. Często się przede mną otwierają i twierdzą, że lepiej im się ze mną rozmawia niż z kumplem, czy nawet żoną (bez podtekstów – nigdy nie doszło do żadnego flirtu!). Może dlatego też zdecydowałam się na ten blog…

Obecnie koresponduję od paru miesięcy z pewnym mężczyzną w moim wieku – czysto platoniczna sprawa – uczy mnie obcego  języka. Chcąc efektownie się uczyć oczywiście sporo musimy pisać i wchodzimy na prywatne tematy. Sporo już o sobie wiemy i przyznam, że czuję, jakbyśmy rozumieli się bez słów i mogli w realu być dobrymi przyjaciółmi. Czy to jednak byłoby możliwe? Nie znam żadnego takiego platonicznego związku damsko-męskiego, choć wyobrażam sobie, że jeśli ludzi nie ciągnie do siebie, nie ma chemii, to dlaczego przyjaźń nie mogłaby się udać?

Nieraz nasłuchałam się historii o przyjaźniach damsko-męskich, które okazały się być nie do końca platonicznymi związkami. Zawsze jedna ze stron odczuwała pewną chemię w stosunku do drugiej. Ba, czasem nawet głębsze, długo zazwyczaj skrywane uczucia. Podświadomie jedna osoba zawsze chciała czegoś więcej niż przyjaźni. Dlatego trudno mi uwierzyć, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa. Ja potrafiłabym przyjaźnić się z mężczyzną, ale nie wiem, czy nie miałabym cały czas obaw, czy oby on coś do mnie nie czuje więcej, albo nie zacznie  kiedyś czuć. Poza tym nie wiem, czy mój mąż nie byłby zazdrosny o taką przyjaźń. On nie wierzy, że platoniczny związek między kobietą a mężczyzną jest możliwy. Twierdzi, że każdy facet prędzej czy później zacznie patrzeć na „przyjaciółkę” jak na kobietę…Zresztą mój mąż nie jest wyjątkiem – wszyscy mężczyźni, których znam nie wierzą w przyjaźń damsko-męsko. Za to część kobiet wierzy. Myślę, że kobiety podświadomie lubią i cenią platoniczne relacje z mężczyznami i dlatego wierzą w czystą, piękną, platoniczną przyjaźń…

Drodzy mężczyźni – nie każda kobieta, która pragnie waszego towarzystwa chce was poderwać. Choć może to wam się czasem wydać niedorzeczne, to część kobiet oczekuje tylko (albo aż?) przyjaźni. Nie każdy uśmiech kobiety, czy niewinny sprośny żart trzeba zaraz odczytywać jako próbę podrywu, flirt. Granica jest cienka, wiem, trudno rozpoznać czego kobieta od was chce. Próbuję więc wam tylko uświadomić, że kobiety, może i czasem naiwnie, wierzą w przyjaźń damsko-męską i podświadomie czasem jej szukają… Nie można więc każdej kobiety próbującej z wami nawiązać głębszą więź odbierać jako flirciary, czy kogoś, kto szuka romansu. Choć nie twierdzę, że niektóre kobiety właśnie tego nie szukają ;-)

 

II.2014

————————————————————————————————————————–

Gadulstwo kobiet…

Podjęłam nową pracę… Człowiek niby powinien się cieszyć, w końcu lepsze to niż bezrobocie. Ale… Po kilku dniach zauważyłam, że ludzie tam pracujący prawie wcale się do siebie nie odzywają. Ekipa składała się w większości z młodych mężczyzn, a teraz doszłam ja i jeszcze jedna dziewczyna w moim wieku. Jako „nowe” miałyśmy można powiedzieć wspólne tematy i razem udawałyśmy się na przerwę. Okazało się, że przerwa stała się jedynym czasem kiedy miałam do kogo otworzyć buzię ;-) Stwierdziłyśmy obie, że pracuje się nam strasznie drętwo, cisza panująca w pracy, brak „luźnych” pogawędek, żartów itp., obie nas dobijają. Okazało się, że mamy podobne doświadczenia z poprzednich miejsc pracy co do atmosfery. Zawsze znalazł się czas na to, żeby chwilkę pogadać o sprawach nie związanych z pracą, żeby pożartować, rozluźnić się. Tutaj sprawy wyglądają całkiem inaczej…

Pracownicy niby spotykają się na gruncie towarzyskim poza pracą. Słyszałam jak raz wspominali jakieś wypady zakrapiane alkoholem…. Oznacza to, że jednak potrafią ze sobą rozmawiać ;-) Ale sytuacja w pracy jest zupełnie inna. Nikt nie rozmawia, wszyscy gapią się ciągle w komputer i zauważyłam, że osobno spędzają przerwy śniadaniowe. Każdy sobie rzepkę skrobie. Dziwaczna sprawa jak na mój gust. A najciekawsze jest to, że w biurze nie mają nad sobą tak naprawdę szefa i  atmosfera mogłaby być duuuużo luźniejsza i swobodna! Ale zdaje się, że nikomu na tym nie zależy. Nikomu oprócz mnie i mojej nowej koleżanki. Tylko my dostrzegamy potrzebę rozmawiania ze sobą w trakcie pracy. Można przecież jedną ręką klikać coś na komputerze i jednocześnie coś do siebie mówić. Można też wstawiając wodę w czajniku zamienić kilka słów z drugą osobą, pożartować chwilkę itp… Ale tu nikt tego nie robi. Grobowa cisza i  tyle…

Dlaczego wspominam o tym w blogu dotyczącym kobiecej osobowości? Bo nurtuje mnie pytanie, czy ta atmosfera u mnie w pracy jest wynikiem tego, że ekipa składa się głównie z mężczyzn. Dotychczas pracowałam w mieszanym gronie, trochę kobiet, trochę mężczyzn lub w większości kobiety. I zawsze było mniej lub bardziej wesoło ;-) Zawsze znalazła się chwila na żart, na porozmawianie o prywatnych sprawach – chociażby w kuchni przy kawie. Pierwszy raz stykam się z tak ponurą atmosferą! Wierzcie mi, że zaczynam wierzyć w to, iż kobiety bardziej od mężczyzn potrzebują wygadania się… Stwierdzam tym samym, że męczę się strasznie pracując w tej firmie i winna temu jest przede wszystkim właśnie atmosfera.

Podsumowując, zamierzam poszukać sobie innej pracy z lepszą atmosferą pracowniczą ;-) Jestem typową kobietą i nie potrafię przez cały dzień do nikogo się nie odzywać i siedzieć w ciszy w jednym pokoju z 5 osobami. Kobieta potrzebuje rozmowy i uwagi. Nie może czuć się „ignorowana” przez 8 godzin dziennie!

Panowie – jeśli sami nie lubicie dużo mówić, to przynajmniej pozwólcie mówić kobietom i słuchajcie ich. My tego po prostu potrzebujemy jak ryba wody ;-)

X.2013

————————————————————————————————————————–

Zakupy…

W ostatnich dniach miałam tzw. handrę. Wszystko szło nie po mojej myśli, do tego zostałam na kilka dni sama w domu no i przyszły myśli smutne, przygnębiające… Jeden po prostu by się napił, a ja, jak to kobieta, wybrałam się na zakupy! Zakupy były planowane w zasadzie od jakiegoś już czasu, ale mając tegoż czasu w końcu pod dostatkiem, postanowiłam nareszcie plan zrealizować.

Weszłam do bardzo konkretnych ulubionych sklepów, szukając bardzo konkretnej rzeczy – spodni jeans. Ale jak to z kobietą bywa, wstąpiłam jeszcze do kilku innych sklepów z myślą „a co tam, pochodzę sobie i pooglądam co tam ciekawego w najnowszych trendach”. Jeansy wybrałam w jakieś 10 minut, ale cały proces chodzenia po sklepach trwał ponad godzinę.

Mój mąż nie cierpi chodzenia po sklepach. Nawet jak ma kupić coś dla siebie to robi to z prędkością komety, wybierając szybko i zazwyczaj byle jak. Nie raz muszę go dopilnować, żeby nie kupił rzeczy kompletnie źle dobranej ;-) Stąd nie zabieram męża na „zakupy”. Dla mnie to oznacza minimum godzinę spędzoną w butikach, a to byłby dla niego istny koszmar! Myślę, że nie jest odosobnionym przypadkiem, mężczyźni z zasady mniej przepadają za zakupami niż kobiety, choć przyznaję, że mój jest wyjątkowo marudny.

Tak to już jest z kobietami – lubimy wszystko dobrze przemyśleć, stąd nasze zakupy trwają długo. Musimy je przecież dobrze przeanalizować – sprawdzić co jest na topie, porównać ceny, żeby kupić jak najkorzystniej (oszczędności pójdą na inne przyjemności), przymierzyć kilka fasonów i rozmiarów, żeby zyskać pewność, że w tym akurat wyglądamy najlepiej itp itd

Wszystkie te czynności wymagają pewnego nakładu czasu, ale efekt może być spektakularny ;-) Nie bez powodu mówi się, że polki są jednymi z najlepiej ubranych i zadbanych kobiet na świecie. Ale to wymaga czasu drodzy Panowie! Nic nie jest wynikiem tylko matki natury – żeby kobieta była piękna potrzeba czasu i pieniędzy. Nawet w przypadku pań obdarzonych przez naturę pięknymi walorami.

Moja rada jest taka – jeśli marudzicie na zakupach i jeśli nie macie w zapasie do dyspozycji około 2 godzin, to nie udawajcie się na zakupy z waszymi kobietami. Zepsujecie humor sobie, a jej w dodatku przyjemność z zakupów. I nikt nie będzie zadowolony.

Niech idzie z koleżanką! Udane zakupy będziecie mogli podziwiać na niej w czasie przyszłym ;-)

IX.2013

————————————————————————————————————————-

Domyślność mężczyzn…

Ostatnio koleżanka w zabawny sposób (pół żartem pół serio) opowiadała o tym, jaki to jej mężczyzna jest „domyślny”. Nie mogła pewnego dnia przygotować śniadania i z naiwnością czekała aż zrobi to on. Miał dwie sprawne ręce, czas i na tyle dobry wzrok, żeby widzieć, że ona nie jest w stanie tego zrobić. No cóż…Prawdopodobnie czekałaby do obiadu, albo i kolacji ;-) W końcu, nie bez komplikacji, zrobiła sobie coś do jedzenia. Słuchając tej opowieści jej mężczyzna obruszył się i powiedział „trzeba było mi powiedzieć, przecież bym ci zrobił śniadanie!”. Znając ich oboje wierzę zarówno jej jak i jemu. Wierzę jej, że on nie wpadł na genialny pomysł, żeby tego dnia ją wyręczyć, a jemu wierzę, że gdyby go o to po prostu poprosiła, to zapewne zrobiłby śniadanie bez mrugnięcia okiem. Sama będąc od wielu lat związana z mężczyzną, dawno zauważyłam, że „domyślność” zdecydowanie nie jest cechą męską. Ja się z tym jakoś pogodziłam, choć czasem nadal jest to wkurzające, ale myślę, że wiele kobiet ma z tym problem i na tym tle może dochodzić do częstych sprzeczek damsko-męskich.

Myślę, że idealną sytuacją byłoby, żeby kobiety chcące nauczyć swoich mężczyzn „domyślności” na początku dawały im więcej wskazówek np. „kochanie czy mógłbyś przygotować dzisiaj śniadanie, bo mi jak wiesz ciężko się poruszać…”. Następnym razem jak złapie kobietę jakaś „kontuzja” jej mężczyzna powinien znacznie szybciej domyśleć się, że powinien ją wyręczyć. To według mnie troszkę przypomina tresurę. Małymi kroczkami można sporo osiągnąć, choć zapewne nigdy nie będzie idealnie :-)

VIII.2013

————————————————————————————————————————-

Odchudzanie…

Ostatnio na facebook’u rzucił mi się w oczy „żart” o czekoladzie. Czekolada jest zrobiona z kakao, kakaowiec to drzewo, drzewo to roślina, więc czekolada to…roślina! Więc według wiecznie odchudzających się kobiet, można zaliczyć ją do grona sałatek ;-)

Tak, tak…Znamy to! Ile razy coś sobie wmawiamy, tłumacząc swoje słabości w trakcie mocnego postanowienia, że tym razem będziemy się trzymać dietetycznej żywności? Tym razem zgubimy te parę zbędnych kilogramów i będziemy boskie! Ale jak tu nie wziąć kawałka uśmiechającej się do nas czekoladki? Przecież raz kiedyś to nic się nie stanie…

Mężczyźni pewnie nie raz zastanawiają się o co nam właściwie chodzi z tym wiecznym odchudzaniem się. Odpowiedź jest prostsza niż by się wydawało – wcale nie robimy tego dla was, nie dla zdrowia, nie dlatego, że koleżanka lepiej wygląda, a już na pewno nie dlatego, że taka jest moda. Większość kobiet stara się zrzucić parę zbędnych kilogramów, ponieważ chce mieć lepsze samopoczucie! Nie ma wiele gorszych rzeczy dla kobiety niż odkrycie, że nie mieści się w spodnie, które były akurat jeszcze rok temu. I co zrobić? Wymieniać całą garderobę? To kosztuje majątek, a poza tym, gdyby się jednak schudło, to będą to wyrzucone pieniądze, bo ubrania będą znów za małe… Stojąc przed takim dylematem, kobieta zazwyczaj podejmuje decyzję o odchudzaniu – tańsze niż wymiana garderoby, teoretycznie zdrowe (przecież nadwaga jest przyczyną wielu chorób), no i będziemy lepiej wyglądać  – same plusy!

A co do słodyczy – no cóż, genetycznie kobieta jest niestety obciążona zwiększonym apetytem na słodycze – jest to udowodnione naukowo. Walka z naturą jest po prostu bardzo ciężka, szczególnie w pobliżu „ciężkich dni”, gdy organizm domaga się ze wzmożoną siłą czegoś słodkiego z dużą zawartością żelaza (np. czekolada!). Nie dziwcie się więc Panowie, że my kobiety, choć z natury bardzo skutecznie dążące do celu, w obliczu słodkości na chwilę zapominamy o naszej diecie, aby potem mieć ogromne wyrzuty sumienia… Człowiek jest niestety słaby, a przynajmniej czasami :-)

Nie kupujcie nam więc czekoladek i innych słodkości, lepiej obdarować nas koszem owoców – tak powinno wyglądać wasze wsparcie kobiety w jej ciężkiej walce o zmieszczenie się w ulubione spodnie ;-)

VIII.2013

—————————————————————————————————————————

„Jeśli facet mówi, że naprawi, to naprawi. Bez sensu przypominać mu o tym co pół roku.”

To cytat z „www.moznamozna.pl”…;-) Ile prawdy w tym stwierdzeniu? Chyba 100%! Ja w każdym bądź razie dawno zrozumiałam, że nie mam co ponaglać męża w „obiecanych” remontach, naprawach itp. To powoduje jedynie irytację, a czasami może prowadzić do bezproduktywnej kłótni. Ale Panowie, to nie znaczy, że kobieta w myślach nie krzyczy „kiedy on się za to w końcu weźmie!?”.

Tak to już jest, że kobiety nie lubią czekać – na nas można czekać, ale nie w drugą stronę ;-) A więc, jeśli coś obiecujecie – „wymienię tę uszczelkę w kranie, pomaluję pokój…”, to miejcie na uwadze, że dla kobiety oznacza to okres dni, maksymalnie tygodni. Nie obiecujcie więc, jeśli macie na myśli czas bliżej nieokreślony – to nie umowa o pracę, tylko obietnica dana kobiecie – rzecz najświętsza na świecie! :-)

VIII,2013

—————————————————————————————————————————

Dlaczego kobiety tak bardzo chcą mieć dzieci?

Myślę, że jest pewna grupa mężczyzn, którzy zadają sobie to pytanie. We współczesnym świecie to pytanie nabrało innego wymiaru, znaczenia i powiedzmy sobie szczerze – w ogóle zaczęło istnieć.

Kiedyś nikt się nad tym zbytnio nie zastanawiał i niezrozumiałym wydawała się być niechęć do wydania na świat potomstwa. Dzisiaj kobiety dążą do osiągnięcia sukcesów zawodowych,  chcą zachować piękną sylwetkę itp. Dlatego pewna część mężczyzn doszła do wniosku, że takie kobiety zapewne nie pragną urodzić i wychować dziecka. Według mnie nic bardziej mylnego.

Otóż osobiście znam co najmniej dwa przypadki związków, gdzie kobiety chciałyby mieć dziecko (podkreślam liczbę pojedynczą, bo nie planują gromadki), a ich mężczyźni stwierdzają, że im to raczej nie po drodze, bo … bo czują się za starzy i są już zbyt wygodni, żeby wywracać swoje życie do góry nogami! Z biologicznego punktu widzenia mężczyzna o wiele dłużej „może” zostać ojcem niż kobieta, ale jednak tym razem to mężczyźni stwierdzają, że są „za starzy”. Ale biologia biologią a życie życiem. Mi się zawsze wydawało, że to kobieta martwi się bardziej swoim wiekiem, szczególnie, gdy do 30stki nie została jeszcze matką. A tu się okazuje, że mężczyźni też „martwią” się upływającym czasem. Im dalej są po 30stce, tym trudniej „namówić” ich na dziecko.

W obu wspomnianych przypadkach kobiety są po studiach, mają się dobrze zawodowo i są lekko po 30stce. Po prostu stwierdziły, że nadszedł czas i nie ma go już za wiele, więc…A tu niestety do tanga trzeba dwojga, a ta druga strona nie bardzo się kwapi, lub wręcz broni się rękami i nogami! Dlaczego te kobiety chcą mieć dziecko? Czy nie jest im dobrze w związkach? Ależ jest! Czy nie jest wygodnie móc myśleć tylko o sobie, mieć przespane noce? Ależ jest! No więc o co im chodzi? Po co im dziecko?

Otóż odpowiedź jest prosta – bo są kobietami.I szczerze mówiąc żal mi ich obu, nie wiadomo jak ich związki przetrwają mając za „przeciwnika” zew natury.

Wbijcie sobie Panowie do głów, że kobieta to kobieta i ma coś takiego jak tykanie zegara biologicznego, instynkt macierzyński itp. Każda z kobiet słyszy tykanie w nieco innym czasie – jedna jak ma 22 lata, inna jak ma 35, ale rzadko która jest na niego głucha! Poza tym myślę, że podświadomie kobieta uważa dziecko za pewien gwarant stabilności związku, za zabezpieczenie na przyszłość – mąż może zostawić, ale dziecko zawsze przy niej będzie. Dochodzi jeszcze kwestia potrzeby opiekowania się kimś – najpierw troszczy się o swojego mężczyznę, potem o dziecko, a później często dochodzi opieka na jej własnymi rodzicami. Kobieta całe życie kimś się opiekuje. Mniej lub bardziej, ale jest to w pewien sposób „wpisane” w kobiecość. Takie już jesteśmy – opiekuńcze, empatyczne… Współczesna kobieta nie rodzi dzieci po to, żeby dzieci się nią zajmowały (jak to jest często w biednych krajach), ale by się nimi zajmować. Mimo, że nie ma zbyt wiele czasu, bo pracuje, mimo, że dziecko kosztuje coraz więcej, mimo wszystko…

Jeśli więc wiążesz się z kobietą, to zawsze miej na uwadze to, że prędzej czy później będzie chciała mieć co najmniej jedno dziecko. Nie łudź się, że jakoś ją przekonasz do bezdzietności! Jeśli sam nie chcesz mieć dzieci, lub więcej dzieci niż już masz (mowa o potomstwie z poprzednią partnerką), to poinformuj o tym kobietę na samym początku. Może trafisz na taką, która też nie chce mieć dzieci? Pewniej jednak trafisz na taką, co je chce mieć, a wtedy… Wtedy unikniesz wieloletniego związku, który najpewniej zakończyłby się z hukiem i pretensjami, bo ona i tak będzie chciała mieć potomstwo. Po co więc marnować lata? Oszczędź tego sobie i jej!

Nie pytaj czemu ona chce mieć dzieci – ona jest kobietą, a kobieta, która kocha swojego mężczyznę chce mieć z nim dziecko. Koniec i kropka!

VII.2013

Gdy kobieta zdradza.

  • Napisane 20 lutego 2014 o 08:59

Tak, kobiety jak najbardziej też zdradzają.  Będąc jednak kobietą mam na to pewien pogląd, który ukształtował się na podstawie obserwacji znanych mi kobiet.

Lista powodów zdrady kobiet i mężczyzn nieco się różni. Podczas, gdy u mężczyzn listę na pierwszym miejscu otwiera wg. mnie czysta fizyczność – „co będę się powstrzymywał, przecież taka już męska natura, że facetowi nie wystarczy jedna kobieta”, u kobiet powód ten ląduje na ostatnim miejscu. Kobiety z powodu czystego pociągu fizycznego zdradzają bardzo rzadko. Oczywiście, aby doszło do zdrady jakiś pociąg fizyczny musi być zawsze, ale nie jest to jednak główna przyczyna.

U kobiet listę powodów otwiera… nieudany związek. To właśnie wtedy, gdy kobieta czuje się nieszczęśliwa u boku swojego partnera, występuje największe ryzyko, że w końcu go zdradzi. I wcale nie chodzi tutaj o to, że jej niezadowolenie wynika z faktu, iż partner nie zaspokaja jej potrzeb seksualnych. To jest tak naprawdę błachostka. Ważniejsze jeśli nie zaspokaja innych potrzeb, które ma kobieta. Pytanie jakie to są potrzeby. Jest ich cała lista, ale wymienię tylko te, które są zdecydowanie najważniejsze dla większości kobiet.

-  kobieta potrzebuje poczucia bycia dla partnera tą jedyną (nie możesz oglądać się za innymi i powinieneś ją zapewniać od czasu do czasu, że nie ma w twoim życiu miejsca na inną kobietę)

-  kobieta potrzebuje czuć się piękna (nie możesz, nawet jeśli to prawda, mówić jej, że przytyła, ze ma coś ze sobą zrobić…jeśli tego chcesz to musisz znaleźć bardzo delikatny sposób na powiedzenie jej tego), potrzebuje szczerych komplementów, nawet tak drobnych jak „pięknie pachniesz, uwielbiam twoje perfumy”

-  kobieta chce, abyś dostrzegał jej potrzeby, marzenia i pomagał jej je spełniać (chce jechać na urlop w góry – zabierz ją, nie odkładaj tego latami, nie narzekaj, że drogo, że nie taka pogoda itp…)

-  kobieta potrzebuje romantyzmu i miłych niespodzianek (zabranie jej raz w roku do porządnej restauracji, wiosną na długi spacer, czy zabranie jej na spontaniczny wypad, weekend tylko we dwoje – to podstawy!)

- kobieta musi czuć się dla ciebie najważniejsza (nie mama, nie brat, nie kumpel, tylko ona ma być dla ciebie na I miejscu)

 

Jeśli będziesz się starał to wszystko zapewnić kobiecie, to inne sprawy będą już mniej istotne i nie będą stanowić powodu zdrady. To czy pomagasz w porządkach domowych, czy jesteś punktualny, czy lubicie oglądać te same filmy – to wszystko nie ma większego znaczenia….To są drobne sprawy, z ich powodu można się czasem trochę pokłócić, ale nie sprawia, że kobieta padnie w ramiona innego mężczyzny.

A co z życiem seksualnym? No cóż. Oczywiście jest dla kobiet też ważne, ale aby stanowiło przyczynę zdrady, to musi być już bardzo źle. Jeśli w ogóle nie ma w waszym związku seksu, tudzież jest raz na parę miesięcy, to kobieta faktycznie może ulec pokusie. Ale znowu podkreślę – niewiele kobiet z tego powodu zdradza. Spora część kobiet mając udany związek, kochającego partnera, potrafi „odpuścić” sobie seks. Sytuacja jest inna, gdy brak seksu nie jest wynikiem problemów zdrowotnych, zapracowania, zmęczenia, tylko po prostu braku chęci ze strony partnera. Wówczas kobieta może pomyśleć, że go nie pociąga, nie jest dla niego wystarczająco piękna, a nawet uzna, że może mieć kochankę. To już niebezpieczna sytuacja i ryzykujesz tym, że w końcu kobieta chcąc sama siebie dowartościować znajdzie sobie kogoś do „spędzania miłych chwil”.

 

Przyznam szczerze, że znam dwie kobiety, które zdradziły swoich partnerów, mimo udanego związku i braku problemów w sferze seksualnej. Niemniej są to kobiety, które po prostu nie cenią sobie wierności, nie jest dla nich istotna i nie mają wyrzutów sumienia z powodu zdrady. Póki wszystko zostaje tajemnicą, partner nie wie, żyją sobie spokojnie nie rozpamiętując swoich zdrad. Szczerze mówiąc zachowują się jak spora część znanych mi mężczyzn. Motto „co z oczu to  z serca” czy „człowiek nie jest stworzony do monogamii” to jest to co do nich pasuje. Są jednak wyjątkami. Większość znanych mi kobiet tak nie postępuje.

 

 

Odzywać, czy nie odzywać się – oto jest pytanie!

  • Napisane 4 listopada 2013 o 10:53

Ona milczy, nie wiedzieć czemu… Normalnie buzia jej się nie zamyka, o co chodzi??? Ile razy mężczyznę nurtuje to pytanie? Tyle razy ile coś zbroi, tyle razy ile nie zauważy czegoś istotnego, tyle razy ile zabraknie mu taktu itp… Kobiety nie milczą bez powodu! Warto to sobie zapamiętać.

Jeśli ona nie odzywa się do ciebie, ale normalnie rozmawia z innymi ludźmi, to najprawdopodobniej zrobiłeś coś nie tak. Według niej zapewne powinieneś ją za coś przeprosić, a przynajmniej zapytać skąd jej milczenie. Oczywiście na to pytanie najczęściej otrzymasz odpowiedź typu „domyśl się”. Nie zrażaj się tym – kobiety uwielbiają, gdy ich mężczyźni potrafią się samodzielnie czegoś domyślić. Daje nam to poczucie, że nasz mężczyzna jest inteligentny i potrafi wyciągać wnioski. Jednak niestety kobiety i mężczyźni są z dwóch różnych planet, więc to, co dla kobiety jest oczywiste, dla mężczyzny już nie koniecznie. A więc raczej nie domyślisz się sam, dlaczego ona każe cię swoim milczeniem.

Dlatego właśnie nie możesz poprzestać na jej „domyśl się”, tylko dalej drąż temat do skutku. Ostatecznie ona powie dokładnie co się stało, bo przecież tak naprawdę o tym marzy – nie może doczekać się rozmowy na temat, który ją zjada od środka. Milczy po to, aby zmusić cię do myślenia i rozmowy. Nie bagatelizuj nigdy kobiecego milczenia – jeśli nie porozmawiacie od razu, to temat będzie się ciągnął w nieskończoność – ona i tak w końcu przerwie milczenie i wówczas oberwie ci się podwójnie za brak „zainteresowania” jej osobą. Przecież milcząc wysyłała ci sygnał, że chce z tobą porozmawiać, że ma jakiś problem. Bagatelizując to okazujesz jej brak uczuć, a to tylko pogorszy twoją sytuację.

Czasami kobiece milczenie nie ma jednak związku z tobą. Nie zawsze chodzi o twoje zachowanie. Kobieta czasem mając jakiś problem milczy po to, abyś po prostu zauważył, że coś jest nie tak. Ona czeka na twoją reakcję, zainteresowanie, troskę. Mężczyzna, który miał zły dzień, przychodzi do domu i wyżala się, wygaduje, klnie, wypija piwo itp. Kobieta zazwyczaj przybiera zatroskaną minę, przestaje trajkotać i czeka po prostu na przytulenie oraz to jedno, ważne pytanie: „kochanie co się stało?”.

Tak naprawdę to wszystko można podsumować jednym zdaniem. Kobieta nie milczy, bo nie ma nic do powiedzenia – kobieta milczy w oczekiwaniu na rozmowę.

Kobieca natura – humory, „te dni”, o co chodzi???

  • Napisane 3 listopada 2013 o 15:43

Moim zdaniem kobietami wcale nie rządzą tylko hormony. Gdyby tak było, wszystkie kobiety byłyby takie same. Tymczasem w nerwowych momentach jedna rzuca szklankami po ścianach, a inna tylko przeklnie sobie pod nosem. To nie znaczy, że ta pierwsza ma akurat zespół napięcia przedmiesiączkowego ;-) Prawdopodobnie jest po prostu choleryczką.

Jednakże jest coś w tym, że nieco przed oraz w trakcie tzw. miesiączki my kobiety nieco fiksujemy. Jedna jest wyjątkowo nerwowa, a druga płacze z byle powodu. Jednej lepiej nie wchodzić w drogę, a druga potrzebuje wręcz bliskości, przytulenia. Wszystko zależy z jakiego typu kobietą się związałeś. Typ choleryka widać z daleka już przy pierwszym spotkaniu. Najczęściej sporo klnie (no dobrze, zaliczmy do przekleństw też „kurde” czy „ja pierniczę”), nerwowo reaguje na byle problem itp. Ale ze spokojnej zazwyczaj niewiasty, też czasem może wyjść diabeł. Nie dziw się temu! Czy ty nie denerwujesz się czasami bez powodu? Może miałeś zły dzień, tydzień a tu w domu na dodatek coś się rozlało na podłodze i akurat w to wdepnąłeś? Jak tu się nie zdenerwować? Kobieta ma tak samo. A że z reguły mamy więcej „na głowie” niż mężczyźni, to i stresów więcej.

Tak, tak – mamy więcej na głowie! Praca zawodowa, po pracy zakupy, gotowanie, pranie, lekcje z dziećmi itp. A wy, mężczyźni zazwyczaj ograniczacie się w pracach domowych do wyrzucania śmieci. Czasem odkurzycie i może umyjecie raz w tygodniu naczynia. No i oczywiście oczekujecie za to fanfarów ;-) Oczywiście są kobiety, które nie zachowują się jak typowe matki Polki i wcale nie zaglądają do kuchni, nie przejmują się prasowaniem itp. Ktoś to jednak musi robić, więc następuje tzw. podział obowiązków, nietypowy wciąż w polskich domach. Jeśli masz taki układ, to myślę, że twoja kobieta ma zdecydowanie mniej powodów do stresów, a tym samym do nerwowych zachowań. Jeśli jednak mimo to jest tzw. zołzą – wiecznie narzekającą i robiącą awantury z byle powodu – to zastanów się, czy chcesz trwać w takim związku. Większość kobiet nosiłaby na rękach mężczyznę, który gotuje i sprząta ;-)

Czy przyczyną złego humoru jest więc tylko miesiączka i brak wsparcia ze strony mężczyzny w pracach domowych? Myślę, że to połowa powodów, a to już dużo.  Dołożyłabym jeszcze ewentualną zazdrość – są mężczyźni, którym po prostu ciężko zaufać w sprawach damsko-męskich i jeśli kobieta takiego mężczyznę ma, to będzie borykać się z ciągłą niepewnością. Czy oby na pewno był z kolegami na meczu, czy na pewno dłużej pracował itp. Zazdrość może być bezpodstawna, ale cóż, wybaczcie nam naszą podejrzliwość. Lepiej zamiast się obrażać, po prostu przytulcie na zgodę ;-)

Kobieta może być również nerwowa z powodu swojej pracy. Niestety mało kto umie zostawić pracę za progiem domu…Ale o tym kiedy indziej.

————————————————————————————————————————–

Czy i kiedy kobieta wybaczy ci zdradę?

  • Napisane 30 sierpnia 2013 o 11:58

Od razu nasuwa mi się pytanie – a dlaczego zdradziłeś??? I nie jest to wcale pytanie „atak”, bo drodzy Panowie, powód zdrady jest tutaj najważniejszy…

Prawda jest taka, że jeśli kochamy to nie powinniśmy nawet myśleć o zdradzie. Już samo jej planowanie, dążenie do niej (np. przez próbę podrywu innej kobiety) jest czymś nagannym. I właśnie dlatego, gdy kobieta, która była przekonana o miłości partnera, zostaje zdradzona, tak trudno wybacza lub nie wybacza wcale. Ona po prostu traci wiarę w to, że jest kochana. Dla nas kobiet miłość oznacza wierność i tyle. Koniec, kropka. Niestety czasem sprawy się komplikują i nie wszystko już jest takie czarno-białe.

Po pierwsze, odpowiedz sobie na pytanie, czy naprawdę ją kochasz? Jeśli tak, to co spowodowało, że ją zdradziłeś? Alkohol? Kryzys w waszym związku? A może po prostu nie potrafiłeś oprzeć się tej drugiej, pięknej, seksownej kobiecie?

Od razu podpowiadam, że słaba wola i piękne nogi innej kobiety to słaba wymówka – wynika z niej, że twoja miłość jest słabsza od pokus kobiecych krągłości…A przecież miłość z założenia jest silna, więc ta wymówka raczej wskazuje na to, że chyba jednak nie bardzo kochasz swoją kobietę. Może i ci na niej w jakimś stopniu zależy, ale do miłości to raczej daleko… Zastanów się nad tym dobrze.

Alkohol – cóż…Jedna ze słabszych lub mocniejszych wymówek. To zależy już od tego jak faktycznie zachowujesz się po alkoholu. To wie twoja kobieta – pamiętaj o tym! Jeśli urywa ci się film, robisz niepodobne do ciebie rzeczy, to być może twoja kobieta uzna taką wymówkę za wystarczającą. Być może pomyśli sobie – „no tak, ostatnio na imprezie imieninowej mojej mamy tańczył w szpilkach cioci Krysi, na drugi dzień nie mogąc w to uwierzyć, więc mógł mnie faktycznie zdradzić nie bardzo wiedząc co właściwie robi…”. Masz spore szanse na usprawiedliwienie się i wybaczenie zdrady…Ale szczerze mówiąc to nigdy nie jest pewne – kobiety potrafią być bardzo zawzięte w sobie i nie zawsze potrafią tak łatwo wybaczać. Może po prostu uważaj z alkoholem?

Kryzys w związku, kłótnia… Osobiście uważam, że to chyba najczęstsza przyczyna zdrad, jeśli mówimy o generalnie udanych związkach, gdzie ludzie się faktycznie kochają i szanują. Nawet w najlepszym związku czasem pojawiają się czarne chmury. Nie myśl jednak, że twoja zdrada będzie usprawiedliwiona, bo wyszedłeś z domu rozgniewany po kłótni o niewyrzucone śmieci. Nie przesadzajmy, nie każda drobna sprzeczka usprawiedliwia skok w bok! W takim wypadku zdradzalibyśmy pewnie setki razy ;-) Jednak, gdy problemy narastają, nie umiecie ze sobą dojść do porozumienia i sytuacja ciągnie się miesiącami lub nawet latami, to pokusa pójścia w ramiona  innej osoby może być bardzo silna. Ile razy jest tak, że inna kobieta wydaje się ciebie lepiej rozumieć? Nie krzyczy, nie awanturuje się, nie krytykuje w przeciwieństwie do twojej partnerki… Znajdujesz w niej to, do czego tęsknisz, czego ci ostatnio brakuje? To bardzo typowa sytuacja. Człowiek czasami ma dość i szuka podświadomie pocieszenia, odskoczni, chwili przyjemności w morzu kłótni i cichych dni…No i stało się, zdradziłeś. I co teraz? Teraz dużo zależy od ciebie. Przede wszystkim spytaj sam siebie, czy czujesz się z tym źle? Czy czujesz wyrzuty sumienia? Jeśli tak, to bardzo dobrze. Skoro mimo kryzysu w związku nadal chcesz być ze swoją partnerką i czujesz, że nadal ją kochasz, to powinieneś czuć wyrzuty sumienia. W tej opcji moim zdaniem powinieneś o wszystkim powiedzieć swojej kobiecie i być bardzo szczerym. Powiedz, że to wszystko przez trudną sytuację, przez wasz kryzys w związku. Wytłumacz, że normalnie nawet byś o innej kobiecie nie pomyślał. Nie myśl jednak, że w ten sposób zwalisz z siebie całą winę!!! Musisz uderzyć się w pierś i przyznać, że to nie było dobre rozwiązanie waszych problemów. To nie było rozwiązanie, tylko skutek! Usiądźcie i szczerze porozmawiajcie o waszych problemach, w końcu, jeśli zależy wam na waszym związku, to musicie znaleźć jakieś rozwiązanie problemów, żeby nie narastały i nie doprowadziły więcej do zdrady, czy nawet całkowitego rozpadu związku. Jeśli twoja kobieta jest inteligentna i zależy jej na waszym związku, to przebaczy ci – będzie rozumiała, że to wasze problemy skłoniły cię do zdrady i z nimi trzeba walczyć. Prawda jest taka, że zazwyczaj problemy w związku są z winy obojga. Bardzo rzadko jest tak, że winna jest tylko jedna strona. Oczywiście jeśli to ty jesteś winnym waszych problemów, to nie licz na to, że kobieta wybaczy ci taką zdradę! Ona musi czuć się w pewnym stopniu współwinna. Nie wykorzystuj jednak jej poczucia winy – nie mów nigdy, że w sumie, to ona jest też winna twojej zdradzie. Pozwól jej dojść do tego wniosku samej – pamiętaj, że ostatecznie to ty zdradziłeś, więc jesteś z góry na przegranej pozycji w dyskusji „kto więcej zawinił”. Pamiętaj też, że niektóre kobiety potrzebują więcej czasu na przemyślenie całej sytuacji i może być tak, że w pierwszej chwili ona ci nie wybaczy. Jednak jeśli się kochacie, to uzbrój się w cierpliwość – choć mogą minąć długie tygodnie, prędzej czy później da ci drugą szansę.

Wielu mężczyzn uważa, że taka prawdziwa zdrada jest wtedy, gdy angażują się emocjonalnie. Sam seks bez uczuć w zasadzie często w opinii mężczyzn nie jest uznawany za zdradę. Osobiście nie cierpię tej tezy. Uważam, jak wiele innych monogamistycznych kobiet, że kontakt intymny bez uczuć to jest jak najbardziej klasyczna zdrada. Natomiast, gdy pojawiają się uczucia, to jest już bardzo źle – taka zdrada może prowadzić do całkowitego rozpadu związku i sama w sobie zdaje się mówić „już cię nie kocham”. Skoro czujesz coś do innej kobiety, to po prostu zastanów się nad sensem swojego związku, a nie nad tym, czy kobieta ci wybaczy. Może twoje uczucia wskazują na to, że nie kochasz swojej partnerki? Może to czas na zakończenie waszego związku? Mężczyźni, którzy nie uznają seksu bez uczuć za zdradę, z założenia po prostu nie są monogamistami. Taki mężczyzna nie zostanie na pewno „zrozumiany” przez swoją partnerkę…No chyba, że ona ma taki sam pogląd na zdradę, co – wierzcie mi – zdarza się bardzo rzadko.

Czy dopiero seks jest zdradą? Czy pocałunki itp też są zdradą? Odpowiedź jest bardzo prosta – nie czyń drugiemu co tobie nie miłe. Czy nie miałbyś nic przeciwko, żeby twoja kobieta całowała się z innymi? Nie mówię tu o pocałunkach w policzek oczywiście…. Czy naprawdę by cię to nie obeszło? Chyba raczej nie byłoby to dla ciebie nic miłego. Tak samo dla twojej kobiety nie byłoby miłe dowiedzenie się, że obściskujesz i całujesz inne. To też jest zdrada. Pytanie czy szybciej wybaczalna niż seks? Trudno powiedzieć. Wydawałoby się, że seks jest zdecydowanie czymś gorszym i trudniejszym do wybaczenia. Ale szczerze mówiąc to zależy od kobiety. Dla niektórych to nie ma znaczenia – zdradziłeś tak czy owak i już. Myślę, że seks jest dla wielu kobiet oznaką, że to nie była tylko chwila krótkiego zapomnienia – do tego potrzeba zazwyczaj kilkunastu minut, a nie kilku sekund. To oznacza, że tłumaczenia typu „chwila słabości”, „alkohol” nie będą zbyt wiarygodne przy seksie, ale mogą być już bardziej wiarygodne przy samym pocałunku. Nie myślcie jednak drodzy Panowie, że gdy „tylko” całowaliście inną to możecie się usprawiedliwiać tekstem typu „ale przecież nie poszedłem na całość, powinnaś to docenić…”. Takie teksty działają jak płachta na byka! Jak zbroiliście, to okażcie skruchę, niezależnie od tego, że „mogło być gorzej”.

Podsumowując, zdrada, to rzecz złożona. Często wynikająca z pewnym problemów w związku, nie zawsze na pierwszy rzut oka widocznych. Jeśli zdradzacie tylko dlatego, że jakaś kobieta wam wpadła w oko, to radzę poważanie zastanowić się nad kontynuowania waszego związku, bo tu już nie chodzi o wybaczanie zdrady, tylko o sens bycia razem. Jak wam nie zależy, to nie mydlcie nam kobietom oczu – to zwyczajnie nieuczciwe.

A co wy o tym myślicie? To trudny temat i na pewno wiele osób – kobiet i mężczyzn – ma na to swoje własne, ciekawe spostrzeżenia…:-)

Zazdrościć, niezazdrościć…oto jest pytanie!

  • Napisane 27 sierpnia 2013 o 12:46

W hymnie o miłości czytamy, że „miłość nie zazdrości”. Nie do końca bym się z tym jednak zgodziła. Bliżej mi do przekonania, że nie ma miłości bez zazdrości! Jednak z tą zazdrością trzeba uważać – wszystko jest dla ludzi, ale od nadmiaru można się pochorować.

Uważam, że na początku każdego związku odrobina zazdrości jest czymś naturalnym, a nawet pożądanym. Po latach para powinna już sobie ufać, wynika to z uczuć i lepszego poznania się. Wtedy zazdrość powinna być czymś sporadycznym i jeśli jest jej za dużo to bardzo niedobrze. Ale co jeśli nie ma jej wcale? Okazuje się, że to też może nie być sytuacja idealna…

Osobiście należę do osób z natury spokojnych, ale gdy sobie przypomnę moje początki z obecnym mężem ;-) Jest się z czego pośmiać, choć wtedy nie było mi do śmiechu. Potrafiłam zrobić taką awanturę o inną dziewczynę, że aż wióry leciały! Ale mój mąż nie był mi wtedy też dłużny – temperatura była gorrrąąącaaa! Z biegiem lat wszystko się zmienia, to normalne. Ale przyznam, że jest mi czasem całkiem przyjemnie, gdy widzę w oku męża raz kiedyś iskierkę zazdrości. Dla mnie to znak, że po pierwsze wciąż mu na mnie zależy, po drugie uważa, że jestem dość atrakcyjna, żeby zwracać uwagę innych mężczyzn. To całkiem miłe :-)

Parę rad dla mężczyzn:

- kobietom tak naprawdę nie przeszkadza wasza zazdrość tylko zaborczość

- nie okazujcie zazdrości w głupi sposób – nie zakazujcie jej ubrać krótkiej spódniczki, czy dekoltu – jeśli jej ufacie, to powinniście być raczej dumni, że ma co prezentować;-) Ona jest ozdobą przy waszym boku!

- nie zakazujcie jej spotkań bez waszego udziału – i co z tego, że będzie tam jakiś mężczyzna? Jeśli kobieta chce zdradzić to i tak znajdzie na to sposób!

- rozmawiała z przystojnym facetem? To nie powód do awantury, ale możecie zapytać „kto to jest? tak się na ciebie patrzył…” Ona poczuje wtedy, że wzbudziła  zazdrość, ale jeśli poprzestaniecie na takim krótkim komentarzu, to będzie to dla niej raczej przyjemne uczucie.

I pamiętajcie – zazdrosne awantury są dobre dla telenowel meksykańskich. W życiu lepsza jest iskierka niż ogień – nie poparzy, ale będzie zauważona…